Wyszukiwarka

Nr 195/2010 - Relacje

Głos uczelni     WSTĘP | TEMAT MIESIĄCA | Z SENATU | AKTUALNOŚCI | KRÓTKO | PREZENTACJE | RELACJE | W ŚRODOWISKU | PODSUMOWANIA | SPRAWY STUDENCKIE | WSPÓŁPRACA Z ZAGRANICĄ | KULTURA | Z WYDZIAŁÓW | SYLWETKI
MIESIĘCZNIK NR 195 KWIECIEŃ 2010

Warsztaty dla uczniów na Wydziale Przyrodniczo-Technologicznym

Człowiek, technika, środowisko

Folder, ulotki, reklamy w prasie czy w Internecie nie wystarczą, by skutecznie zachęcić do studiowania na uczelni. Gdy chcemy pochwalić się tym, jak dobre ciasto piecze gospodyni i jaką kolekcję książek ma gospodarz, trzeba zaprosić gości do domu.

Czwartek, słoneczny choć mroźny, osiemnasty dzień lutego. Jedziemy z Tomkiem, uczelnianym fotografem, na warsztaty dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych pod hasłem „Człowiek, technika, środowisko” organizowane przez Wydział Przyrodniczo-Technologiczny. Przez chwile zastanawiamy się, gdzie zaparkować samochód, bo wjazd do nowego Centrum Bioinżynierii utrudnia nowa inwestycja – budowa Centrum Nauk o Żywności i Żywieniu. Znajdujemy jednak miejsce i szybkim krokiem – bo jesteśmy nieco spóźnieni – przeskakując kałuże roztopionego śniegu, zmierzamy do punktu rejestracyjnego. Tam czekają organizatorzy warsztatów. W holu rzucają się w oczy wielkie rollupy reklamowe „Uniwersytet Przyrodniczy – NATURALNY WYBÓR”, na stole duży stos informatorów wydziałowych. Przy schodach, naprzeciw szatni, stoją opiekunowie poszczególnych szkół z podniesionymi wysoko tabliczkami z nazwami miast. „Ziębice I”, „Ziębice II”, „Grabonóg”, „Głogów”, „Milicz” udaje mi się odczytać niektóre z nich. To za nimi pójdą uczniowie, by nie kluczyć w meandrach korytarzy przyrodniczej uczelni.

– Czy widzieliście jakieś autobusy? – od razu pada pytanie pani dziekan prof. Danuty Parylak. Okazuje się bowiem, że uczniowie jeszcze nie dotarli na miejsce. Gotowość i napięcie organizatorów udzielają się także nam. Wertujemy pośpiesznie plan warsztatów i ustalamy, które z nas gdzie idzie – nie jest to proste, bo punktów programu jest wiele. Musimy się rozdzielić. Mamy jednak tylko jedno zaproszenie. Prof. Jerzy Bieniek oferuje nam pomoc i wkrótce zakreślamy kolejne warsztatowe sale. Tymczasem w holu pojawia się pierwsza szkolna grupa. Onieśmieleni uczniowie zajmują miejsca pod ścianą. Od razu staje przy nich przewodnik. Jeszcze kilka formalności: rejestracja, plakietka, znacznik szkoły – to sprawy, których pilnuje prodziekan prof. Leszek Romański – i uczestnicy spotkania mogą już iść do sali, w której odbędzie się pierwszy wykład. Nie czekamy zatem na kolejne szkoły i z pierwszą grupą udajemy się na uroczyste powitanie.

Tu nie jesteś numerem

– U nas nie jesteś numerem w indeksie. To hasło nie moje, a studentów wydziału – przekonuje zgromadzonych profesor Parylak. Relacje partnerskie zdaje się potwierdzać przedstawiciel samorządu studenckiego Przemysław Nowak, który slajd po slajdzie zapoznaje uczniów z życiem studenckim na uczelni.

Warsztaty organizowane są przez wydział już po raz drugi. W tym roku punkt ciężkości przesunięty został w kierunku życia studenckiego – stąd umiejscowienie imprezy w biskupińskim kampusie. Tu bowiem znajdują się obiekty sportowe – ośrodek i kryta pływalnia. Bo studia to nie tylko czas spędzany na wykładach, ćwiczeniach i w bibliotekach, to nie tylko nawiązujące do akademickich tradycji uroczystości i spotkania – inauguracje i panele dyskusyjne. Studia to także mieszkanie w akademiku, kolejki do kserografu, koła naukowe i barwne życie studenckie, na które składają się – o ile ktoś jest rozsądny i chce z tego skorzystać – występy chóru, nauka tańca, kursy karate i pierwszoligowy futsal. O tym właśnie pamiętali organizatorzy warsztatów i to chcieli pokazać uczestnikom spotkania.

Akademicki teatr

Tymczasem jednak zaczął się pierwszy wykład, podczas którego prof. Cezary Kabała starał się odpowiedzieć na pytanie „Kiedy zużyjemy ostatnią baryłkę ropy?”. No właśnie kiedy? Wykład, prowadzony ze swadą, wskazał odpowiedź – może nie jednoznaczną, ale satysfakcjonująca takich laików jak ja. Według dynamicznej teorii zasobów naturalnych, ich ilość jest nieograniczona, ograniczona jest tylko nasza wiedza o nich. Rozwój społeczeństwa nie musi prowadzić, tak jak w statycznej teorii zasobów – o której też wspomniał wykładowca, do katastrofy. Rozwijająca się gospodarka staje się coraz bardziej zasobooszczędna, odkrywa nowe złoża, wykorzystuje zjawisko substycyjności.

I w tym właśnie stanie umysłu słuchaczy, w chwili porządkowania dopiero co zdobytej wiedzy, wkroczył na katedrę prof. Leszek Romański. – Otóż nie zgodzę się z panem profesorem – tak zaczął swój wykład i wskazał na korzystanie z odnawialnych źródeł energii jako jedyną słuszną drogę, na którą powinno wkroczyć społeczeństwo, aby zapobiec kryzysowi energetycznemu. Akademicki spór posmakował uczniom, a zwłaszcza ich nauczycielom. Do dziś nie wiem, czy niezgoda wynikała z przekonań naukowców czy też z czegoś, co nazwę „akademickim teatrem”, rodzajem antycznej agory, na której od wieków toczą się naukowe spory – prowadzone nie po to, by przekonać adwersarza do swoich racji, ale czasami po to, by pobudzić do myślenia słuchaczy.

Biotechnolog w kuchni

Po wykładach przyszła kolej na warsztaty. Wybrałam „Biotechnolog w kuchni – izolacja DNA metodą kuchenną” oraz „Cybernetyczą krowę”. Od razu zaznaczę, że wybór ten nie był łatwy – jak się potem okazało, jednym z ciekawszych, bo najczęściej przywoływanych przez uczniów ze szkół, gdy pytani byli, co im się najbardziej podobało, był temat „Samochód napędzany wodą”. Tymczasem jednak, razem z uczniami z XIII Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu, odkrywałam tajniki laboratorium biotechnologicznego. Okazuje się, że do izolacji DNA potrzebne jest kiwi, płyn do mycia naczyń, sól i trochę zmrożonego alkoholu. Licealiści z zainteresowaniem obserwowali kolejne etapy eksperymentu, by w końcu, osobiście, wyekstrahować „łańcuchy życia”, nazwane obrazowo przez prowadzącą „farfoclami”. Zapytałam potem dwie uczennice Anię i Kasię, czy powtórzą eksperyment w domu. Odpowiedziały, że tak. Żywiołowość odpowiedzi jednej z nich pozwala wierzyć, że mówiła prawdę. Ja eksperyment w domu zrobiłam, a „farfocle” jeszcze przez jakiś czas stały dumnie w kieliszku na parapecie.

Cybernetyczna krowa

Kolejnym punktem programu były warsztaty zatytułowane „Cybernetyczna krowa”. Towarzyszyłam uczniom z Zespołu Szkół Przyrodniczych w Głogowie. Z tej lekcji wyniosłam jedną naukę – dojenie krowy jest zadaniem dla ludzi muzykalnych. Takty systemów udojowych, godne są kompozycji klasyków. Na uczestnikach duże wrażenie zrobił również system zarządzania stadem firmy DeLaval.

– Czasy są takie, że młodzi nie widzieli krowy z bliska – powiedział Andrzej Pawłowski, nauczyciel przedmiotów zawodowych głogowskiej szkoły. Potwierdza to cisza, jaka zapadła na sali w chwili, gdy dr Adam Libański zadał uczniom pytanie o to, ile strzyków ma krowa. Z pewnością po warsztatach będą potrafili na to pytanie odpowiedzieć, co więcej, gospodarstwo rolne nie będzie im się kojarzyło z filmem „Sami swoi” czy „Chłopami” Reymonta, a raczej z zarządzanym komputerowo przedsiębiorstwem.

Studencka aktywność

Przyszedł czas na zwiedzanie obiektów sportowych. Uczniowie mieli okazję zobaczyć basen oraz pokazy karate shotokan. W ich pamięci zostały, bo to wymieniali w rozmowie, dzieląc się wrażeniami ze spotkania, występy uczelnianej orkiestry pod dyrekcją Katarzyny Krzywniak i taniec współczesny w wykonaniu Kasi i Michała z klubu tańca towarzyskiego „Menada”. Choć występy „Jedlinioka” nie pojawiły się w tych relacjach, to w czasie ich trwania niejedna noga podrygiwała w rytm ludowej muzyki.

Przepis na sukces

W warsztatach uczestniczyło 600 uczniów z dwudziestu dolnośląskich szkół. Choć organizatorzy akcji nadali jej inny niż rok temu tytuł, to jednak warto podkreślić, że dla uczestników spotkania były to „Studia w pigułce”. Warsztaty, które mają na celu propagowanie wiedzy z zakresu nauk przyrodniczych i technicznych, a także przybliżenie bogatej oferty zajęć oferowanych przez Uniwersytet Przyrodniczy, z pewnością są dla uczniów ciekawą propozycją.

(ds)

 

Powrót