Wyszukiwarka

Nr 195/2010 - Temat miesiąca

Głos uczelni     WSTĘP | TEMAT MIESIĄCA | Z SENATU | AKTUALNOŚCI | KRÓTKO | PREZENTACJE | RELACJE | W ŚRODOWISKU | PODSUMOWANIA | SPRAWY STUDENCKIE | WSPÓŁPRACA Z ZAGRANICĄ | KULTURA | Z WYDZIAŁÓW | SYLWETKI
MIESIĘCZNIK NR 195 KWIECIEŃ 2010

Rozmowy „GŁOSU UCZELNI”

Jesteśmy sobie potrzebni

O współdziałaniu rzeczników prasowych i uczelnianych biur promocji, korzyściach płynących z członkowstwa w stowarzyszeniu „PRom”, o randze zawodu piarowca, która w zachodnich uczelniach jest znacznie wyższa, „Wrocławskim Indeksie” i planach na przyszłość z doktorem Markiem Zimnakiem – pracownikiem Biura Promocji Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu rozmawiają Maria Wanke-Jerie i Małgorzata Wanke-Jakubowska.

Uczelnie, konkurując ze sobą na rynku edukacyjnym, starają się wyróżnić. Rywalizacja w zasadzie wyklucza współpracę. Skąd wzięła się idea współdziałania rzeczników prasowych i biur promocji?

Masowa obecność takich struktur na naszych uczelniach jest zjawiskiem stosunkowo świeżej daty, nie przekracza dziesięciu lat, choć wcześniej były wyjątki. Ludzie, którzy tworzą te struktury, mają bardzo różny rodowód zawodowy – wielu byłych dziennikarzy, webmasterzy, specjaliści od grafiki, marketingowcy, nowo upieczeni absolwenci takich kierunków, jak public relations, zarządzanie i marketing… Każdy z nich ma nieźle opanowany jakiś obszar aktywności, ale nikt nie wie wszystkiego. Tymczasem rzeczywistość uczelniana generuje najróżniejsze potrzeby – trzeba produkować rozmaite materiały promocyjne, tworzyć strony www, kontaktować się z mediami, rekrutować chętnych na studia i tworzyć dla nich ofertę, gasić różne „pożary medialne” i nie tylko… Skąd się to całe nowe środowisko ma uczyć tych wszystkich kompetencji? Najlepiej od siebie wzajemnie – każdy ma inne doświadczenia ze swojej uczelni. Wiele sytuacji, które mnie się jeszcze na uczelni nie przydarzyło, trafiało się gdzie indziej. Mamy sobie mnóstwo do powiedzenia i każde spotkanie, szkolenie, konferencja niezwykle nas zawodowo wzbogaca.

Pierwsze próby integracji uczelnianych biur promocji, podejmowane jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, nie powiodły się. Comiesięczne spotkania organizowane przez ówczesną rzeczniczkę prasową Politechniki Wrocławskiej dr Małgorzatę Pawłowską nie przyniosły konkretnych rezultatów i "umarły śmiercią naturalną". Co zadecydowało o przełamaniu impasu? Od czego zaczęła się rzeczywista współpraca biur promocji i rzeczników prasowych?

Nie pretendujemy do Nobla za wymyślenie czegoś zupełnie nowego. Od 1986 roku działa European Universities Public Relations&Information Officers Association (euprio.org), afiliowane przy strukturach europejskich w Brukseli i blisko współpracujące z European Universities Association. To oni bodaj w 2002 roku wysłali na Uniwersytet Warszawski zaproszenie na swoją konferencję do ówczesnego rzecznika prasowego Artura Lomparta, który – po powrocie – owładnięty został ideą integracji tego środowiska. Pierwsze dwie próby skrzyknięcia branży nie powiodły się, ale kolejna, w 2004 roku – współorganizowana z Uniwersytetem Jagiellońskim – zgromadziła w Krakowie już 90 osób z uczelni całej Polski. Po trzech spotkaniach, w 2006 roku, uznaliśmy, że jesteśmy sobie na tyle potrzebni, iż postanowiliśmy sformalizować swoje działania. Powstał statut, rejestracja w KRS, a w lipcu na Politechnice Koszalińskiej odbyły się pierwsze wybory władz Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich „PRom”. Mam dużą satysfakcję mogąc kierować pracami władz stowarzyszenia już drugą kadencję.

Jaką korzyść przynosi członkostwo w stowarzyszeniu „PRom” pracownikom biur promocji i uczelniom, które oni reprezentują?

Bezpośrednie korzyści to – oprócz podnoszenia swoich kwalifikacji na konferencjach szkoleniowych dwa razy do roku – podejmowanie wspólnych inicjatyw (nowy ranking uczelni polskich, publikacja dla KRASP) oraz współpraca bieżąca. To tam spływają pytania od naszych kolegów odnośnie wiarygodności różnych oferentów, naciągających uczelnie na różne koszty (wydawcy informatorów, serwisy edukacyjne, sprzedawcy gadżetów itp.). Ten system wczesnego ostrzegania bardzo nam pomaga – dowiadujemy się z kim warto nawiązywać kontakty biznesowe, a z kim nie. No i wreszcie staramy się o korzyści pośrednie, wśród których najważniejszą jest podnoszenie rangi tego nowego zawodu. Chcemy wyraziście uświadamiać władzom uczelni, że jej rzecznik, jej szef promocji jest nie tylko zwykłym urzędnikiem. Tak liczna już grupa zawodowa rzeczników prasowych, pracowników działów promocji i informacji, piarowców czy marketingowców w uczelniach polskich ma niski komfort pracy i słabe poczucie stabilności zawodowej. Nagminne są przypadki, że – związana z wyborem nowych władz rektorskich – zmieniona sytuacja na uczelni skutkuje wymianą całości lub części kadry takich działów. Jak bardzo różni się ta sytuacja od tego, co dzieje się na uczelniach w „starej Europie”, niech świadczy fakt, że rotacja kadr w tym obszarze jest tam wielokrotnie mniejsza. Działy informacji i promocji, rzecznicy prasowi stali się na uczelniach Zachodniej Europy ośrodkami pamięci uczelni o samej sobie. To oni wiedzą i przechowują dane o tym, gdzie, co, kto, kiedy i jak o uczelni powiedział lub napisał, to oni są bezpośrednim i codziennym łącznikiem uczelni ze światem zewnętrznym (media, biznes, administracja, społeczeństwo). To oni, dzięki swoim kompetencjom, wiedzą, jak zarządzać wewnętrznymi mediami uczelnianymi, jak neutralizować ewentualne kryzysy medialne. To oni stoją bezpośrednio przy władzach uczelni, mając pełnię wiedzy o aktualnym stanie uczelni, by móc ją wspomagać i chronić w sposób adekwatny do sytuacji. Ich kwalifikacje są szanowane i potrzebne. Na większości uczelni w naszym kraju do takiego stanu daleko.

Wspólne inicjatywy, takie jak na przykład roadshowy, organizowane pod patronatem Biura Promocji Miasta, pozwoliły nie tylko sprawdzić się w działaniu, ale też zaprzyjaźnić…

To prawda. Pracując wspólnie już piąty rok mamy do siebie zaufanie, wiemy – na kogo można liczyć, z kim warto realizować najbardziej nawet na pozór szalone pomysły. Przykładem niech tu będzie choćby start do Roadshow 2006, kiedy to wsadziliśmy rektorów na harleye w kaskach i to oni wyprowadzali autokar z miasta na trasę. Zdjęcia naszych rektorów w tych nietypowych strojach ozdabiały czołówki gazet i portali przez kolejne dni…

„Wrocławski indeks”, Wasze najmłodsze dziecko, to był trochę „bieg z przeszkodami” albo, jak mawiał Paweł Romaszkan – dyrektor Biura Promocji Miasta, „rozpoznanie bojem”. Mimo wszystko, udało się. Czy były takie momenty, że myślał Pan: „Mamy za mało środków, za mało czasu, nie damy rady”?

Nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogłoby się nie udać, a gwarancję dawało mi to, o czym mówiliśmy przed chwilą – zaufanie do osób, z którymi współpracuję już kilka lat. Ale trudne było to niezwykle. Zarządzanie taką poziomą strukturą, bez biura, gdzie każda aktywność zależna jest od czyjegoś widzimisię, jest bardzo stresogenna. Trzeba wiele wiary w sens takich społecznikowskich działań – kiedy to wolontariat ma przynieść rezultaty porównywalne z działaniami profesjonalnej organizacji…

Inicjatywa zorganizowania targów edukacyjnych „Wrocławski Indeks” była żywo komentowana podczas tegorocznej, czternastej już, konferencji stowarzyszenia „Prom” w Kudowie Zdroju. Co w tych opiniach dominowało: zazdrość, podziw czy chęć naśladowania?

Publicznie zarzucono nam, że nasza inicjatywa pozbawiła uczelnie pozawrocławskie możliwości zaprezentowania u nas ich oferty. Moja odpowiedź – zróbcie to samo, skrzyknijcie się w kilka uczelni zebranych terytorialnie czy branżowo, i przyjedźcie do nas z ofertą, jeszcze wam pomożemy, w zasadzie przecięła dyskusję. Ludzie z innych ośrodków uświadomili sobie, ile pracy kosztowałoby ich, gdyby mieli iść naszą drogą i wyraźna była w tym zazdrość, że tak właśnie można, że to się może udać… Nie ukrywam, że ta ich reakcja była powodem mojej dużej satysfakcji.

Czy ma Pan jakieś pomysły na kolejne inicjatywy?

Rozmawiam z kierownictwem KRASP o możliwości przedstawienia na jednym z najbliższych posiedzeń działalności stowarzyszenia „PRom”. Chciałbym opowiedzieć rektorom największych polskich uczelni o tym, jak ważnych i wartościowych pracowników mają w swoich strukturach. Chcę zaproponować im, by wykorzystali nasze umiejętności choćby do szkoleń medialnych dla siebie. Na takie rozwiązanie zdecydował się do tej pory jedynie Uniwersytet Gdański, którego władze wydziałów „poddały” się półtora roku temu mojej prelekcji na temat form relacji z mediami. Chcę im także opowiedzieć o nowym rankingu, które stowarzyszenie w tym roku przeprowadza po raz pierwszy wspólnie z wydawnictwem Agora i agencją badawczą SMG/KRC. Mamy nadzieję, że ten ranking kierunków uniknie metodologicznych błędów, obserwowanych w dotychczasowych rankingach.

Jednak celem tej prezentacji na KRASP-ie o charakterze – nazwijmy – ideologicznym jest przekonanie wszystkich obecnych w procesach wyższej edukacji, że potrzebne są nam wysoko kwalifikowane kadry, które umieją zadbać o pamięć uczelni o samej sobie, o wizerunek nauki, o popularyzację jej osiągnięć – nie rezygnując z celów doraźnych, takich jak rekrutacja na studia. Takie kadry potrzebne są każdej uczelni poważnie myślącej o swojej przyszłości. Nie wróci wiek dziewiętnasty ani nawet dwudziesty. Nowoczesne narzędzia informacyjne i marketingowe wdarły się do naszej rzeczywistości i przymykanie na ten fakt oczu da jak najgorsze rezultaty. Musimy umieć się tymi narzędziami posługiwać. Musimy szanować tych, którzy to potrafią.

Szansa na prezentację stowarzyszenia „PRom” na posiedzeniu KRASP są duże, prawdopodobnie dojdzie do tego na sesji wyjazdowej konferencji rektorów w maju, na uniwersytecie w Kielcach. A kolejne pomysły? No cóż, nie ja je generuję, raczej próbujemy wspólnie reagować na potrzeby naszego środowiska, uczelni i wyższej edukacji w naszym kraju.


 MAREK ZIMNAK – doktor nauk ekonomicznych, mgr filologii polskiej, absolwent Podyplomowego Polsko-Amerykańskiego Studium Komunikacji Społecznej (1994, Central Connecticut State University – Politechnika Wrocławska – Uniwersytet Wrocławski). Wieloletni dziennikarz pism IT (red. nacz. CHIP, PC Kurier 1994–2000), twórca popularnych programów radiowych (Wrocławska Wieża Babel 1991–1997), współtwórca wielu portali internetowych w latach dziewięćdziesiątych. Przez gazetę Dziennik uznany pierwszym bloggerem w Polsce (1996). Jako właściciel agencji public relations wspierał m.in. TP SA, Telefonię Dialog, wydawnictwo Axel Springer, Politechnikę Wrocławską. Autor dwóch skryptów uniwersyteckich i licznych artykułów, od 2002 roku związany z obszarem wyższej edukacji. Jako prezes zarządu kieruje pracami Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich „PRom”, jest również polskim przedstawicielem w Komitecie Sterującym EUPRIO (European Universities Public Relations and Information Officers Association). Trener dyscyplin związanych z dziennikarstwem i public relations, wykładowca na międzynarodowych konferencjach o tematyce public relations. W 2006 roku uruchomił i prowadzi Otwarty Uniwersytet Ekonomiczny. Wykładowca przedmiotu „PR i rzecznictwo prasowe” w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu.

 

Powrót