Artur Andrus: – Pomagam, bo mnie też ktoś pomógł

Artur Andrus, gwiazda jubileuszowego Koncertu Noworocznego nie tylko o polskiej scenie kabaretowej, ale też o dewizie, jaką kieruje się w życiu i o tym, dlaczego warto pomagać. 
  31 stycznia 2019 roku

Ucieka Pan od satyry, która rani, jest ostra, wykpiwa i co zaskakujące zapewne dla wielu, publiczność polubiła życzliwość, która stała się Pańskim znakiem rozpoznawczym. Ile więc w Arturze Andrusie-artyście Artura Andrusa – człowieka prywatnego i jego charakteru?

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przy windzie w bloku moich przyjaciół mieszkających na Słowacji zobaczyłem napis: „Nerob inym, co sa tebe nepaci”. Tak to mniej więcej brzmiało. Czyli po polsku „Nie rób innym tego, co się tobie nie podoba”. Myślę, że napis zobaczony przy windzie w bloku na Słowacji (wtedy jeszcze w Czechosłowacji) miał na mnie tak wielki wpływ, że postanowiłem nie robić innym tego, co mi się nie podoba. A nie podoba mi się na przykład, jak ktoś się wyzłośliwia. Więc się nie wyzłośliwiam. Raczej.

artur_andrus
fot. Honorata Karapuda

Studiował Pan dziennikarstwo, ale choć dziennikarzem Pan nie został, to trudno Panu odmówić umiejętności obserwacji rzeczywistości i dostrzegania jej absurdów. Czy to jest talent, z którym się Pan urodził? Czy też rozwijał go pod okiem choćby Marii Czubaszek?

Pewnie znajomość z takimi osobami jak Maria Czubaszek rozwija w człowieku zmysł patrzenia na świat z innej strony. Ale jest to chyba umiejętność, na którą składają się doświadczenia z całego życia, spotkania z wszystkimi ludźmi jakich się poznało, wpływ środowiska w jakim się wychowywało. Trzeba tylko mieć w sobie chęć zdystansowania się. Trzeba chcieć nie brać wszystkiego na poważnie i trzeba uświadomić sobie, że na wiele rzeczy w tym świecie nie ma się wpływu. A jak się nie ma na coś wpływu to można się z tego albo śmiać, albo nad tym płakać. Ja wolę to pierwsze.

Jaka jest obecnie polska scena kabaretowa? Mówił Pan jakiś czas temu, że skończył się czas żartów politycznych, ale może to przejściowy etap?

Ale ten etap zaczął się na nowo. Rezygnacja z żartów politycznych to była cecha charakterystyczna dla kabaretów studenckich wchodzących na scenę kabaretową po zmianie systemu w naszym kraju, na początku lat dziewięćdziesiątych. Ale po jakimś czasie kabarety znów zaczęły sięgać po te tematy. A jaka jest scena? Różnorodna. I chyba nadszedł moment, kiedy kabaret jest w lekkim odwrocie. Zadziałał tu przesyt medialnej obecności kabaretu. Na to miejsce na przykład wchodzi stand-up. Jest coś nowego, żywego, ludzie tłumnie chodzą na występy stand-uperów. Cały czas coś się dzieje.

Mówi się, że satyrycy to prywatnie osoby pozbawione poczucia humoru, a przecież w Pańskich wywiadach ów humor jest integralną częścią opowieści. Z czego śmieje się Pan prywatnie? Jaki dowcip Pan ceni?

Na przykład jak się ktoś bardzo śmiesznie przewróci to mnie śmieszy. Oczywiście, jak to u człowieka dobrego z natury, po chwili pojawia się współczucie i chęć pomocy, ale na początku bardzo mnie to śmieszy. I cieszy, że to nie ja. A poważnie – z bardzo różnych rzeczy. Od Monty Pythona po Kabaret Starszych Panów, przez Hrabi, Kabaret Moralnego Niepokoju, Grupę MoCarta, Mumio… Nie starczy miejsca, żeby wymieniać. A jak to się jeszcze da połączyć – że na przykład Aśka z kabaretu Hrabi się śmiesznie przewróci, to już ubaw po pachy…

artur_andrus_z_zespolem
fot. Honorata Karapuda

Zaangażował się Pan w działalność Fundacji św. Mikołaja. Dlaczego warto pomagać innym? I dlaczego właśnie dzieciom?

Parę razy w życiu ktoś mi pomógł. Więc dlaczego ja niby miałbym nie pomagać. Myślę, że to jest naturalny odruch, trzeba tylko trafić na formę, która człowieka do takiej pomocy przekona. Fundacja Św. Mikołaja wpadła na świetny pomysł utrzymywania kontaktu ze swoją dawną szkołą i pomagania jej aktualnym uczniom. Więc się włączyłem i zachęcam innych.

Nie jest Pan wrocławianinem, ale można zaryzykować stwierdzenie, że Wrocław to Pana kolejny artystyczny dom – poprzez Przegląd Piosenki Aktorskiej. Co, oprócz twórczości Andrzeja Waligórskiego :) lubi Pan we Wrocławiu w sposób szczególny?

Może o kolejnym domu to jeszcze za wcześnie mówić, ale na pewno jest to ważne miejsce. Jednemu z wrocławskich krasnali pomogłem wymyślić imię „Trójkuć Wywiadek”, bo był dedykowany radiowej „Trójce”. Ale przede wszystkim tu poznałem fantastycznych ludzi. Jan Kaczmarek z kabaretu Elita, którego uważam za swojego mistrza w dziedzinie pisania tekstów piosenek, cała Elita, Ewa Szumańska – słynna „Młoda lekarka”. Rzeczywiście parę razy miałem przyjemność prowadzenia koncertów na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, występowałem w Narodowym Forum Muzyki, Studiu koncertowym Radia Wrocław, i zawsze są to miłe spotkania z publicznością. Proszę przyjść na najbliższe i sprawdzić. Może się jakoś śmiesznie przewrócę? A przynajmniej postaram się zachowywać zgodnie z zasadą „Nerob inym, co sa tebe nepaci”.

rozmawiała Katarzyna Kaczorowska