Prof. Krzysztof Kubiak: – Weterynaria była moim marzeniem

Prof. Krzysztof Kubiak, dziekan Wydziału Medycyny Weterynaryjnej, odebrał nominację profesorską. I opowiada, dlaczego od dziecka chciał leczyć zwierzęta, a jednak został naukowcem.
  11 lipca 2018 roku

Nominacja profesorska to dla Pana?

Duma, radość, uwieńczenie wieloletniej pracy. I wielka radość dla całej rodziny. Cieszę się bardzo. Mam już swoje lata i myślę, że nominację profesorską mogłem uzyskać trochę wcześniej, ale pełniłem funkcję prodziekana, następnie dziekana, a praca czysto administracyjna zawsze wpływa na tempo pracy naukowej.


nominacja_prof_kubiak-2
– Odebranie nominacji profesorskiej to wyjątkowe przeżycie – mówi prof. Krzysztof Kubiak
fot. Igor Smirnow/Kancelaria Prezydenta RP

Dlaczego został Pan lekarzem weterynarii?

O tym, że zostanę weterynarzem, wiedziałem od piątej klasy szkoły podstawowej. Wtedy Polska wyglądała inaczej. Mieliśmy państwową służbę weterynaryjną, rodzice prowadzili – i prowadzą je do dzisiaj – niewielkie, 5-hektarowe, gospodarstwo. Teraz to już jest bardziej pasja niż działania typowo zarobkowe, ale wyrastałem na wsi, w etosie ciężkiej pracy. I te wiele lat temu kiedy rodzice wzywali lekarza, a on przyjeżdżał wieczorem, autem, i leczył zwierzęta, akurat w naszym gospodarstwie krowy czy świnie, to patrząc na niego, wiedziałem, że chcę zostać weterynarzem.

Poszedł Pan najpierw do technikum weterynaryjnego.

Było bardzo trudno się do niego dostać. Kuratoria oświaty miały prawo typować ucznia do szkoły, ale dzięki temu, że miałem bardzo dobre oceny, moją kandydaturę technikum zaopiniowano pozytywnie. Takich szkół w Polsce było tylko pięć i stąd ta procedura kwalifikacyjna, szczerze mówiąc, niełatwa.

Ale technikum wcale nie oznaczało, że dostanie się Pan na studia. Ten typ szkół przecież nastawiony był na kształcenie zawodowe.

Rzeczywiście kandydaci z techników weterynaryjnych mieli trudniejszy start na studia. Przerabialiśmy profil typowo zawodowy i pewne przedmioty, jak choćby bardzo istotna na studiach chemia, kończyły się po dwóch latach. Z egzaminu z chemii nie byłem zadowolony, bałem się, że się nie dostanę, ale jak się okazało te obawy były przedwczesne - dostałem się na studia za pierwszym podejściem.


nominacja_prof_kubiak-3
Prof. Krzysztof Kubiak do Warszawy pojechał z całą rodziną, najmłodszym członkiem delegacji był wnuczek
fot. Igor Smirnow/Kancelaria Prezydenta RP

Przyjechał Pan na studia z gospodarstwa rodziców i..?

Dostałem miejsce w akademiku Centaur, fantastycznym miejscu przeznaczonym dla studentów weterynarii. I zderzyłem się z nową rzeczywistością.

Jaka była ta rzeczywistość?

Trudniej było mi na przedmiotach podstawowych, jak choćby na chemii, za to łatwiej na przedmiotach typowo zawodowych, od trzeciego roku studiów. Zdecydowanie lepiej radziłem sobie też na anatomii, bo mieliśmy w technikum nauczyciela, który uczył nas na bardzo wysokim poziomie i zachęcał też do nauki terminologii łacińskiej.

Musiał się Pan uczyć więcej od kolegów po liceach czy miał fory?

Na pewno łatwiej było kolegom po klasach o profilu biologiczno-chemicznym, ale ja na przykład parazytologii uczyłem się już w technikum weterynaryjnym. Z perspektywy mogę powiedzieć, że wszyscy równo pracowaliśmy na swoje wyniki. Ja w planach zawodowych miałem oczywiście państwową służbę weterynaryjną.

Ale nie leczy Pan krów.

A chciałem i to bardzo. Kiedy kończyłem studia w 1991 roku, nastąpiła prywatyzacja weterynarii. Do czwartego roku wiedziałem, że wracam w moje strony i tam, w punkcie weterynaryjnym, bo tak to się wtedy nazywało, czekają na mnie z otwartymi rękoma. A na czwartym roku studiów wszystko się przewróciło. Rozpoczęły się przygotowania do prywatyzacji i na miejsce, które miało na mnie czekać, przyjęto innego lekarza weterynarii. Kończyłem studia mając żonę, dwoje małych dzieci i żadnych perspektyw na przyszłość. Wtedy pojawiły się ogłoszenia o konkursach na asystenta – u pana profesora Józefa Nicponia, w Klinice Chorób Wewnętrznych, i na chirurgii. Jakoś nie wyobrażałem sobie siebie przy stole operacyjnym i zgłosiłem się na internę. Dzisiaj nie żałuję tej zmiany, wtedy dla mnie dość nieoczekiwanej.


kubiak-4
– Mam satysfakcję, że rozwinąłem w polskiej weterynarii, endoskopię – mówi prof. Kubiak
fot. Tomasz Lewandowski

Jest taki dział interny, który jest Pana pasją?

Miałem przyjemność i satysfakcję stworzenia czegoś nowego w polskiej weterynarii, a mianowicie rozwinąłem tu, w klinice, pod kierunkiem profesora Nicponia, endoskopię. Na starcie, w latach 90. byliśmy jedynym ośrodkiem w kraju, który taką diagnostykę prowadził. Dzisiaj kieruję fantastycznym, czteroosobowym zespołem, który wykonuje te badania. Wydaliśmy podręcznik „Badania endoskopowe u psów i kotów”, inne ośrodki idą w nasze ślady i to jest wielki powód do dumy.

Zwykle to badania i leczenie zwierząt są etapem rozwoju medycyny człowieka, a w tym wypadku chyba było odwrotnie, medycyna ludzka została zaadaptowana do medycyny weterynaryjnej.

Medycyna jest jedna. I zawsze powinna kierować się głębokim humanitaryzmem w pomaganiu istocie chorej. Tak człowiekowi, jak i zwierzęciu. A wracając do endoskopii, dysponujemy fantastycznym sprzętem.
Mamy nie tylko endoskopy, ale też rezonans magnetyczny i tomograf komputerowy. Diagnozujemy z pomocą tych urządzeń nie tylko psy i koty, ale i inne gatunki zwierząt, w tym dziko żyjące. Dorównujemy ośrodkom zachodnim nie tylko pod względem wyposażenia, ale też klasą specjalistów.
I rzeczywiście z medycyny człowieka wdrożyliśmy pewne techniki do weterynarii. W efekcie oferujemy usługi na najwyższym poziomie, ale też nie możemy stać w miejscu, bo postęp w naukach medycznych jest gigantyczny. To ma znaczenie wieloaspektowe, bo po pierwsze, weterynaria musi na siebie zarobić, a po drugie – z pomocą tego sprzętu możemy rozwijać się również jako ośrodek naukowy.

Co jesteście w stanie zbadać endoskopowo?

U kotów i psów badamy cały przewód pokarmowy, czyli przełyk, żołądek, dwunastnicę, tylny odcinek – prostnicę i okrężnicę. Wykonujemy badanie endoskopowe żołądka i układu oddechowego u koni, układu oddechowego u małych zwierząt. Wielokrotnie usuwaliśmy ciała obce z układu oddechowego, źdźbła trwa, kłosy zbóż, gałązki różnego rodzaju krzewów. Badamy też układ moczowy: cewkę i pęcherz u psów. Laikom zdradzę, że endoskop do badania żołądka konia ma trzy metry długości, wprowadza się go przez nos, a samo badanie wykonują dwie, trzy osoby.

Chciał Pan być lekarzem-praktykiem, a został naukowcem. Warto było?

Na początku było trudno. Jak sobie przypomnę pisanie pierwszej publikacji… Człowiek nawet nie wiedział, co z czym połączyć i uczył się krok po kroku. Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, że w tych moich początkach była inna weterynaria i inna nauka. Opublikowanie artykułu w „Medycynie weterynaryjnej” było szczytem osiągnięcia, a dzisiaj liczą się renomowane pisma zachodnie, o których wtedy mogliśmy marzyć.

Kim są Pana mistrzowie?

Na pewno pan doktor Mieczysław Pietrzak, który w technikum weterynaryjnym we Wrześni uczył mnie anatomii. Chyba w drugiej klasie „Lufa” odpytywał mnie i na koniec powiedział „ty wiesz, czego chcesz”. Utkwiło mi to w pamięci. Drugą osobą, która mi powiedziała „ty w życiu coś osiągniesz”, był śp. profesor Stanisław Klimentowski. A człowiekiem, którego darzę szczególnym szacunkiem jest prof. Józef Nicpoń. Do dzisiaj pamiętam, jak przyszedłem do niego jako kandydat na asystenta. Kończyłem studia i nie miałem nic. Nie miałem gdzie mieszkać, miałem za to żonę, dwoje małych dzieci i chciałem pracować. Profesor dał mi wtedy duży kredyt zaufania, powiedział piękne zdanie, które do dzisiaj pamiętam: „dzieci i rodzinę pan już ma, to teraz pan się pracą zajmie”.  Nie miałem kontrkandydata w konkursie, praca na uczelni nie była wtedy modna. Wszyscy uciekali do prywatnego sektora, który właśnie powoli się tworzył, a ja wszedłem na ścieżkę, której nie planowałem. I zawsze będę też wdzięczny profesorowi za to, że kiedy powiedziałem mu, że nie mam gdzie mieszkać z rodziną, pomógł mi wystarać się o hotel asystenta. Dostaliśmy skromy pokoik na ulicy Pautscha, łącznie miał 21 metrów kwadratowych. Córka miała wtedy 3 miesiące, syn dwa lata i trzy miesiące. Byliśmy tam bardzo szczęśliwi, choć na początku było trudno.

No to co Pan teraz oddaje młodym ludziom z tego, co sam kiedyś dostał?

Wszystko co mogę i w jak największej serdeczności i życzliwości. Przeżywam na posiedzeniu rady wydziału każdy przewód doktorski, kibicuję tym ludziom na egzaminach i jest moją dumą, że tworzymy jedną, dobrą, silną drużynę.

Kieruje się Pan w życiu...

Uczciwością i solidnością. Doceniam trud, z jakim pewne rzeczy się zdobywa dlatego, że sam musiałem w życiu wszystko zdobyć i wiem, ile to kosztuje. Dlatego też umiem wyciągnąć, kiedy trzeba, pomocną dłoń. Jako prodziekan do spraw studenckich niejednokrotnie prosiłem kierownika przedmiotu, by dał szansę studentowi, w którym widziałem potencjał. Życie nam czasem nie pomaga i wtedy powinien pomóc człowiek.

nominacja_prof_kubiak-1-2
Prof. Krzysztof Kubiak ze swoim zespołem podczas badania endoskopowego
fot. Tomasz Lewandowski

Jak duże znaczenie dla Pana sukcesów zawodowych ma rodzina?

Ogromne, zawsze mogłem na nią liczyć. Żona jest ze mnie dumna. Kiedy dostałem zaproszenie do Belwederu na odebranie nominacji profesorskiej, to zapytałem, czy mogę przyjechać w towarzystwie trzynastu osób. Otrzymałem bardzo piękną odpowiedź: „zapraszamy pana profesora z wszystkimi osobami towarzyszącymi”. I pojechaliśmy – żona, dzieci, moi rodzice, rodzeństwo, dla których to też była wyjątkowa chwila. Najmłodszy członek delegacji miał osiem miesięcy – to mój wnuk, który będzie miał na pamiątkę wyjątkowe zdjęcie z dziadkiem w pałacu prezydenckim.

Rozumiem, że jak przystało na lekarza weterynarii ma Pan psa, kota albo chociaż świnkę morską?

Mam psa i to już jest drugi owczarek niemiecki, bo poprzedni, niestety, żył tylko 12 lat i musieliśmy go uśpić. To jakaś szczególna złośliwość losu, ale chorował na nowotwór żołądka, a więc z zakresu medycyny, którym się zajmuję. Mamy też już trzeciego kota i nie wyobrażam sobie, żeby nie było w naszej rodzinie zwierząt. Przeżywałem więc i trudne chwile, bo uśpienie własnego psa jest bardzo bolesnym doświadczeniem. Jestem do dzisiaj wdzięczny koleżance, która to zrobiła, bo wszyscy bardzo mocno to przeżyliśmy. Ale z drugiej strony właśnie to doświadczenie pozwala mi dzisiaj zrozumieć ludzi, którzy przyjeżdżają ze swoi ukochanym psem czy kotem i też stają w obliczu podjęcia decyzji o eutanazji. Rozumiem ich żal, staram się być empatyczny i tego też uczę studentów.

Ma Pan w sobie więcej z psa czy z kota?

Hmm, powiedziałbym dyplomatycznie, że troszkę z kota i troszeczkę z psa.


Prof. Krzysztof Kubiak
Urodził się 31.03.1965 r. w Kuźnicy Grabowskiej. Absolwent Technikum Weterynaryjne we Wrześni. Studia na Wydziale Weterynaryjnym ówczesnej Akademii Rolniczej we Wrocławiu ukończył w 1991 r. i rozpoczął pracę w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych. Stopień naukowy doktora nauk weterynaryjnych uzyskał w 1998 r., a w 2007 r. habilitował się. Jego dorobek naukowy obejmuje ogółem 350 pozycji, na który składają się prace: oryginalne, przeglądowe, popularno-naukowe oraz referaty i doniesienia kongresowe oraz  konferencyjne. Jest współautorem 3 książek i autorem 1 monografii.
Specjalizuje się w zakresie chorób psów i kotów, szczególnie w dziedzinie gastroenterologii oraz diagnostyki endoskopowej chorób przewodu pokarmowego, układu oddechowego i układu moczowego tych zwierząt.
Problematyka jego głównych zainteresowań naukowych obejmuje: diagnostykę endoskopową chorób przewodu pokarmowego, układu oddechowego oraz układu moczowego psów i kotów; etiopatogeneza, rozpoznawanie i leczenie wrzodów żołądka u psów, wpływ niesterydowych leków przeciwzapalnych na błonę śluzową żołądka u psów; występowanie w błonie śluzowej żołądka psów i kotów drobnoustrojów z rodzaju Helicobacter i ich udział w patogenezie chorób tego narządu. Zainteresowania zawodowe i naukowe pogłębiał uczestnicząc w licznych kongresach, konferencjach oraz kursach specjalistycznych organizowanych w kraju  i za granicą.
Członek Zarządu Sekcji Gastroenterologicznej Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt, zastępca kierownika podyplomowych studiów specjalizacyjnych z zakresu chorób psów i kotów na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej UP we Wrocławiu, członek Polskiego Towarzystwa Nauk Weterynaryjnych oraz Zarządu Głównego PTNW.
Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi oraz Srebrnym Medalem za Długoletnią Służbę. Od roku 2008 do 2012 pełnił obowiązki prodziekana ds. studenckich, a od 2012 r. dziekan Wydziału Medycyny Weterynaryjnej.

kbk