Serwal – dziki kot na badaniach na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej

Serwal to dziki kot pochodzący z Afryki. 12-letni samiec ważący 18 kg, na co dzień mieszkaniec zoo w Borysewie, przyjechał na badania na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej UPWr.
5 czerwca 2018 roku

– Są to badania prowadzone w ramach współpracy naukowej z zoo w Borysewie. Badamy dzikie koty pod względem ich anatomii, rozwoju, monitorujemy ich stan zdrowia i poznajemy tajniki ośrodkowego układu nerwowego – wyjaśnia dr hab. Marcin Wrzosek, neurolog, który badania rezonansem magnetycznym przeprowadzał już m.in. na białych lwach, pingwinach i lemurze. – To jedna z niewielu okazji, żeby zbadać dzikiego kota tak zaawansowaną techniką diagnostyczną. Nikt na świecie nie wykonuje rezonansów serwali, dlatego też nie ma naukowych opracowań, które mogłyby nam dokładnie wyjaśnić, jak wygląda mózg i rdzeń kręgowy takiego kota, jak przebiegają struktury, w jaki sposób funkcjonują – tłumaczy specjalista z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej UPWr.

serwal1
fot. Tomasz Lewandowski

Jak się okazuje są, choć serwale na wolności są zagrożone wyginięciem, coraz częściej traktowane są jako zwierzęta domowe. To jedne z dzikich kotów, które wychowywane w domu stają się łagodne, w przeciwieństwie np. do rysiów. Samiec, który przyjechał na UPWr żyje w Borysewie ze swoją partnerką, a kilka dni temu urodziły im się małe. Jak wyjaśnia Łukasz Rawicki, weterynarz opiekujący się tamtejszymi zwierzętami i towarzyszący serwalowi w wyprawie do Wrocławia, matka pilnie strzeże dostępu do swoich młodych, dlatego jeszcze nie wiadomo, ile się ich urodziło (lekarz zaznacza, że bliska obecność człowieka mogłaby w tym momencie zestresować matkę nawet do tego stopnia, że zrobiłaby krzywdę dzieciom, dlatego przez jakiś czas do rodziny nikt się nie zbliża).

Wszystkie dzikie kotowate znajdują się w czerwonej księdze gatunków zagrożonych wyginięciem, dlatego prof. Wojciech Niżański z Katedry Rozrodu pobrał od serwala nasienie do banku gamet. – To są zwierzęta zagrożone przez nas, przez cywilizację, dlatego naszym obowiązkiem – naukowców i weterynarzy – jest ratowanie tych gatunków. Na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu od kilku lat prowadzimy bank gamet dzikich kotów. Przy okazji przeprowadzanych badań czy nawet przycinania pazurów pobieramy metodą farmakologiczną nasienie i komórki jajowe, które potem mrozimy w ciekłym azocie i uwieczniamy nawet na setki lat. Następnie możemy przeprowadzić zapłodnienie in vitro i ciążę. W tej chwili na świecie jest tylko kilka zespołów, które się tym zajmują – wyjaśnia profesor, który w banku zgromadził już gamety pochodzące od 15 gatunków dzikich kotowatych, otrzymał wiele zarodków, a jeszcze w tym roku planuje przeprowadzić pierwszy embriotransfer, czyli ciążę.

serwal2
fot. Tomasz Lewandowski

Profesor zebrał także materiał genetyczny do klonowania somatycznego, który będzie niezbędny, gdy w populacji zostaną już tylko niepłodne osobniki. – Wtedy jedyną szansą na przetrwanie gatunku jest klonowanie z wykorzystaniem nawet komórki jajowej kota domowego. Przeprowadziliśmy już jedną taką próbę, wiemy, że umiemy to zrobić i jesteśmy gotowi, gdyby sytuacja tego wymagała. Zanim człowiek nauczył się takich biotechnik, wymarł na przykład tur.

mj