Złoty Chiron dla prof. Niżańskiego z UPWr

Prof. Wojciech Niżański, szef Katedry Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej, wyróżniony Złotym Chironem.
12 kwietnia 2018 roku

Odebrał Pan Złotego Chirona. To jedno z najważniejszych wyróżnień dla lekarza weterynarii i dydaktyka. Jakie to uczucie zostać tak docenionym?

Wyjątkowe, zwłaszcza, że pierwszym, który w historii odebrał to wyróżnienie był pan profesor Ryszard Badura, wieloletni rektor naszej uczelni i legenda polskiej weterynarii. Wśród wyróżnionych są m.in.prof. Roman Kołacz, prof. Roman Lechowski, prof. Andrzej Koncicki czy prof. Jan Twardoń i co więcej, tę statuetkę przyznaje Izba Lekarsko-Weterynaryjna, a nominacje zgłaszają izby wojewódzkie od 12 lat. Mnie przypadła 12 nagroda.

Był Pan zaskoczony?

Rzekłbym miło zaskoczony nominacją, a potem niemal onieśmielony bardzo bogatą, honorową oprawą przyznania wyróżnienia. Przewodniczącym kapituły nagrody jest wielki nasz autorytet prof. Antoni Schollenberer, jeden z nestorów polskiej weterynarii. Oczywiście jest głosowanie. Kandydatów zawsze jest kilku, często to naprawdę znaczące nazwiska. A sama nagroda jest wręczana podczas Vet Forum targów współorganizowanych przez Krajową Izbę Lekarsko-Weterynaryjną w Łodzi podczas ich otwarcia przez Prezesa Izby. Przyznam, że  było mi  bardzo miło i czułem się zaszczycony. W końcu tego wyróżnionego, za popularyzowanie wiedzy i za osiągnięcia naukowe, docenia całe środowisko. Trudno więc nie czuć dumy. Ta nagroda ma swoją wagę w środowisku.

chiron_nizanski-1
fot. archiwum prywatne

Chiron był centaurem, na wpół człowiekiem, na wpół zwierzęciem. Jaką inspiracją może być dla lekarza weterynarii?

Przede wszystkim był lekarzem i nauczycielem, leczył i uczył leczenia. I zginął zabity przypadkiem przez ucznia, co oczywiście ma wymiar symboliczny, bo w jakimś sensie każdy uczeń „zabija” swojego mistrza, idąc dalej niż ten, który był jego nauczycielem. Dla mnie Chiron to jednak przede wszystkim przypomnienie o naszym powołaniu – jako klinicysta, a więc lekarz weterynarii, leczę, ale jako nauczyciel akademicki uczę, więc wypełniam przesłanie, jakie niesie ze sobą ta mityczna postać.

Wybrał Pan weterynarię bo?

Bo byłem przekorny i uparty. Moi  rodzice chcieli, żebym leczył ludzi, a ja kochałem zwierzęta i uparłem się na studia na weterynarii. Nigdy nie żałowałem tego wyboru. Więcej nawet, uważam, że był najlepszy z możliwych.

chiron_nizanski-2
fot. Tomasz Lewandowski

Dlaczego?
Dlatego, że medycyna weterynaryjna daje naukowcowi ogromne możliwości i perspektywę badawczą. To nie tylko leczenie zwierząt, ale też zagłębianie się w genetykę, biologię molekularną, ekologię. Te horyzonty wciąż się poszerzają, a bywa, że życie samo przynosi nowe tematy, jakich by się nie przewidywało wcześniej.

Jakie na przykład?

W chwili obecnej żyję przygotowaniem wykładu na Kongres rozrodu w Wenecji. Będę mówił o płodności samców w starszym wieku, czyli mówiąc wprost o zmianach starzeniowych dotyczących układu rozrodczego. Kiedy zacząłem przygotowywać wykład, ze zdumieniem odkryłem, że istnieje całkiem dużo prac na temat korelacji pomiędzy wiekiem zwierzęcia a jego płodnością, ale właściwie nikt szerzej nie sprawdził, jak u zwierząt wiek ojca wpływa na zdrowie potomstwa, na rozwój zarodków i płodów, na cechy fenotypu itp. Natomiast zależność między wiekiem ojca, a płodnością i zdrowiem potomstwa, częstotliwością występowania u dzieci różnych chorób to temat szeroko badany w medycynie człowieka. I to temat bardzo na czasie. I okazuje się, że chyba po raz pierwszy mamy do czynienia z możliwością odwrócenia modelu badawczego – do tej pory model zwierzęcy był punktem odniesienia do badań z zakresu medycyny człowieka. Tak było i jest na przykład w przypadku nowotworów gruczołu sutkowego. W tym wypadku to jednak model ludzki będzie mógł być inspiracją  wobec zwierząt. W głowie mam już plan na badania i bardzo mnie to ekscytuje.   I to jest właśnie fascynujące w nauce, że wciąż w niej jest tyle do zrobienia, do odkrycia. I to przykład, że czasem odkrywamy coś, obok czego przechodzimy obojętnie przez wiele lat, w ogóle tego nie zauważając. 

evssar-1
Prof. Wojciech Niżański prowadzi nie tylko zajęcia ze studentami, ale też specjalistyczne szkolenia dla lekarzy
fot. Tomasz Lewandowski

Lubi Pan uczyć?

Bardzo. Dydaktyka powoduje, że moje synapsy wciąż są aktywne. Studenci zmuszają do ciągłej aktywności, czytania literatury i doskonalenia formy przekazu. Ta praca jest inspirująca.  Nie można być dobrym nauczycielem przedmiotów klinicznych bez realizacji się w pracy klinicznej i jednoczesnego doskonalenia się w pracy dydaktycznej. A podstawą tej relacji, swoistego trójkąta są oczywiście badania, więc naukowiec-lekarz-dydaktyk to triada idealna, najlepsza z możliwych w przypadku nauk klinicznych.

Kiedy ma Pan wykład, to od razu Pan wie, kto będzie dobrym lekarzem?

Nie, bo takie wrażenia mogą być mylące. Ktoś niekoniecznie będzie świetny z rozrodu, czy z chirurgii, ale za to może okazać się bardzo dobrym praktykiem specjalizującym się w innej sferze, świetnie rozumiejącym swoich pacjentów, empatycznym i odpowiedzialnym. Czasem samorealizacja, rozwój zawodowy następują stopniowo podczas i po studiach, ale jeśli jest konsekwencja i pasja to efekty mogą być wspaniałe. Oczywiście studentów aktywnych widać od razu, ale ci akurat najczęściej przychodząc na studia wiedzą, co chcą robić w przyszłości. I bardzo często są to plany związane z pracą naukową właśnie.

kbk