Edyta Nowicka: Chcę po prostu żyć

– Jestem ciężko chora, ale szczęśliwa, bo mam po co i dla kogo żyć – mówi Edyta Nowicka z Instytutu Kształtowania i Ochrony Środowiska, która od trzech lat choruje na opornego na leczenie chłoniaka. Społeczność UPWr dołącza do zbiórki na leki ratujące życie.
6 kwietnia 2018 roku

„Znasz uczucie szczęścia i spełnienia, gdy wszystko w twoim życiu jest tak, jak być powinno? Masz kochającego męża, wspaniałą pracę, robisz doktorat i właśnie przeprowadziłaś się do własnego mieszkania.

Mam 30 lat i jeszcze trzy lata temu takie właśnie było moje życie. Latem 2015 roku skończyliśmy z mężem remontować mieszkanie, pojechaliśmy na wakacje i uznaliśmy, że do pełni szczęścia brakuje nam tylko małej istotki. Postanowiliśmy zostać rodzicami.

Upalne dni trwały, a ja czułam się jakoś dziwnie, inaczej niż zawsze. Bo czy robiło wam się kiedyś słabo na spacerze, w wieku niespełna 30 lat? Do tego ten męczący kaszel…”.

Tak początek swojej choroby na portalu pomagam.pl opisuje Edyta Nowicka – asystentka w Instytucie Kształtowania i Ochrony Środowiska, który postanowił, a wraz z nim cała uczelnia, włączyć się w akcję zbierania pieniędzy na leki ratujące życie.

edyta_nowicka_2_aktualnosc

Dalej historia potoczyła się tak: – Po powrocie z wakacji wyczułam na szyi guza i od razu wiedziałam, że to nie będzie błahostka. I nie była – badania wykazały dużego guza w śródpiersiu, padło podejrzenie chłoniaka… Wszystkie ważne daty w moim życiu przypadają na wrzesień. 13 września mam urodziny, 14 rocznicę ślubu, 16 imieniny. Zawsze śmiałam się, że brakuje mi tylko okazji na 15. Teraz już ja mam – trafiłam do szpitala, gdzie badania potwierdziły przypuszczenia – chłoniak Hodgkina, ziarnica złośliwa, IV stadium, oprócz węzłów chłonnych nowotwór zajął także płuca. 

– Zaczęłam leczenie chemią. Za każdym razem błagałam męża, żeby już mnie nie zawoził do szpitala, żebym nie musiała tego znowu przechodzić. Pierwsza chemia nie pomogła, było nawet gorzej. Nie pomogły też kolejne trzy różne rodzaje chemii. Doskonale znam uczucie zawiedzionej nadziei, gdy odbiera się wyniki badań i marzy o małej chociaż poprawie – a ta nie przychodzi. Ale nigdy tej nadziei nie straciłam.

– Chemia nie działała, więc lekarze podjęli decyzję o autoprzeszczepie szpiku kostnego. Poprzedziła go kilkutygodniowa radioterapia, a następnie spędziłam cztery tygodnie w izolatce, w samotności, z dala od wszystkich. Z tym pobytem w szpitalu wiąże się też jedna z najpiękniejszych historii mojego małżeństwa. Mąż kupił mi wielkiego, półtorametrowego miśka, którego później nazwaliśmy Leon, i z napisem „Jesteśmy z tobą” posadził go na gzymsie pod moim oknem. Przetrwał wiatry, deszcze, gradobicie, zrobił w szpitalu furorę. Dzięki niemu czułam, że nie jestem sama. Uśmiechałam się za każdym razem, gdy podchodziłam do okna.

edyta_z_leonem
Leon, czyli maskotka, która dotrzymywała Edycie towarzystwa w szpitalu
fot. archiwum prywatne


– Po przeszczepie, w końcu przyszła, w sierpniu 2017 roku – upragniona remisja! I uczucie, jakbym narodziła się na nowo.

– Jednak pod koniec roku znowu poczułam się źle.  Zrobiłam badania, które wykazały, że chłoniak jest obecny na płucach, ale się nie poddaję – obiecałam to mężowi, rodzinie i przyjaciołom – a i medycyna nie zamknęła przede mną jeszcze wszystkich drzwi. Kolejną szansą jest nowoczesny lek – Nivolumab – na tyle skuteczny, że pomaga wyjść nawet z bardzo ciężkiego stadium. Nie jest on jednak refundowany w Polsce, a pojedyncza dawka, którą muszę przyjmować co dwa tygodnie, kosztuje 10 tys. zł. Lekarze zaplanowali co najmniej osiem takich dawek.

To właśnie do zbiórki na ten lek dołącza społeczność akademicka UPWr.

– Dla Edyty nigdy nie było sprawy, której nie da się załatwić, ma bardzo silną osobowość. Zawsze zarażała mnie swoim optymizmem i zapałem do pracy. Ciągle chciała coś ulepszać, poprawiać, stawiała na nowoczesne metody, nowatorskie podejścia. Mam wrażenie, że rozumiemy się bez słów, łączy nas ten sam system wartości, potrafimy ze sobą rozmawiać na każdy trudny temat, potrafimy razem się śmiać, a jak trzeba to i płakać. Choroba potrafi przewartościować całe życie i ja niestety bardzo dobrze wiem, co mówię. Paradoksalnie to choroby nowotworowe wyznaczają etapy naszej znajomości i pracy. Edyta ma przed sobą kolejne wielkie zadanie do wykonania, zawsze miała nasze wsparcie, a teraz potrzebna jest jej nasza realna pomoc. Liczyć się będzie każda złotówka – przyznaje dr hab. Beata Olszewska, promotorka pracy inżynierskiej, magisterskiej i doktorskiej Edyty, o której Edyta sama mówi, że jest najbliższą jej osobą na uczelni, taką ciepłą duszą, bez której nie wyobraża sobie pracy. – Edyta jest częścią naszej akademickiej układanki, nie można przejść obok niej obojętnie. Choroba może dotknąć każdego z nas, często niespodziewanie i warto mieć świadomość, że jesteśmy otoczeni ludźmi gotowymi nieść wsparcie.

– Gdyby zapytać kogokolwiek na uczelni, kto zna Edytę, dlaczego zdecydował się pomóc, gwarantuję, że odpowiedź byłaby tylko jedna: przecież to nasza Edytka, człowiek z wielkim sercem, ogromną dobrocią w sobie. Jestem przekonany, że nigdy nie odmówiła nikomu pomocy, a tylko ironia losu sprawiła, że teraz sama jej potrzebuje – mówi prof. Romuald Żmuda, dyrektor Instytutu Kształtowania i Ochrony Środowiska, który Edytę pamięta jeszcze ze studiów – nie tylko jako dobrą, ale i zaangażowaną studentkę. – Należała do rady programowej swojego kierunku studiów, czyli inżynierii środowiska, reprezentowała studentów w radzie wydziału. I dobrze pamiętam, jak zawsze powtarzała, że wszystko jest kwestią dobrej woli.

edyta_nowicka_mozaika
Edyta Nowicka z rodziną i przyjaciółmi
fot. archiwum prywatne


– Nie brakuje jej determinacji do walki z chorobą, a to ile ma w sobie radości życia, uśmiechu i optymizmu jest wręcz nieprawdopodobne. Jest ostoją życia towarzyskiego w naszym instytucie. To jej zaangażowanie i zapał do pracy, wsparty kulturą i urokiem osobistym sprawiły, że myślę i mówię o niej „Madame Edith”. I ten pseudonim przyjął się wśród innych pracowników – dodaje prof. Żmuda.

Po terapii nowym lekiem Edytę czeka kolejny przeszczep szpiku kostnego, tym razem od dawcy. Dlatego formą pomocy dla niej może być również udział w akcji DKMS organizowanej przez studentów na terenie uczelni od 17 do 19 kwietnia. W budynku Melioracji, na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej oraz Biotechnologii i Nauk o Żywności, a także w Instytucie Inżynierii Rolniczej każdy będzie mógł zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku. Wystarczą dwa patyczki z wymazem śliny, aby dać komuś szansę na powrót do zdrowia.

– Mimo choroby jestem szczęśliwa, bo mam po co i dla kogo żyć. Mam wspaniałe życie i chcę, żeby trwało – podsumowuje Edyta.


Harmonogram zbiórki


Zbiórka na portalu pomagam.pl


Darowizny można też wpłacać na konto fundacji:


Fundacja Wygrajmy Zdrowie im. prof. Grzegorza Madeja
ul. Piękna 28/34 lok. 53, 00-547 Warszawa

Nr konta: 02 1240 6410 1111 0010 4941 2773
Tytuł przelewu: DAROWIZNA NA LECZENIE Edyta Nowicka Nr ID: FWZ 0021


mj