Maria Soroko. Z UPWr do USA – na stypendium Fulbrigtha

Dr Maria Soroko z Zakładu Hodowli Koni i Jeździectwa na UPWr w sierpniu wyjedzie na stypendium Fulbrighta. Nam opowiada o swoich badaniach naukowych, o studiach zagranicą i o fizjoterapii koni.
15 marca 2018 roku

Została pani stypendystka Fulbrighta bo?

Zawsze chciałam wyjechać do Stanów Zjednoczonych do prestiżowej uczelni, gdzie mogłabym uczyć się od najlepszych uczonych pracujących ze zwierzętami. Stąd był pomysł starań o stypendium i niekoniecznie dotyczyło to konkretnie Fulbrighta. Po prostu szukałam możliwości odbycia kilkumiesięcznego stażu, by potem wykorzystać zdobytą wiedzę i umiejętności w pracy na Wydziale Biologii i Hodowli Zwierząt.

Pani już jest specjalistką od koni. Ten staż pokazuje jednak, że uczyć się trzeba całe życie.

Oczywiście, całe życie nabywamy doświadczenie. To że jestem specjalistą obliguje mnie do stałego poszerzania mojej wiedzy, aby utrzymać tę pozycję. Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych i współpracując z najlepszym chciałabym porównać mój poziom umiejętności i  nawiązać kontakty, do budowania międzynarodowego zespołu badawczego. Od dwóch lat jestem zatrudniona jako adiunkt na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, więc moje doświadczenie związane z dydaktyką i badaniami naukowymi jest wciąż na etapie początkowym. Dlatego ten moment w mojej karierze jest najlepszy, by zdobywać doświadczenie od najlepszych.

Wybierając studia na Wydziale Biologii i Hodowli Zwierząt miała pani konkretny plan na konie? Bo jeździectwem zajmowała się pani od dziecka.

Tak, zaczęłam jeździć konno już od najmłodszych lat i będąc na etapie wyboru studiów wyższych wiedziałam, że moje wykształcenie chciałabym powiązać z  pracą z końmi. Ale prawdę mówiąc, nie miałam na siebie pomysłu i kiedy zbliżył się moment wyboru uczelni myślałam o rehabilitacji koni, której wtedy w Polsce właściwie jeszcze nie było. Rodzice nakierowali mnie więc na kierunek fizjoterapii na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Nie dostałam się jednak na AWF i wybrałam Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu. Tak trafiłam na zootechnikę.

soroko_www-3
Zoofizjoterapeuta to w Polsce nowy zawód – zarejestrowany w latach 2012-2013
fot. archiwum prywatne


To był strzał w dziesiątkę?


Na kierunku zootechnika nie miałam poczucia, że się realizuję. Po ukończeniu studiów inżynierskich zdecydowałam się kontynuować studia magisterskie na  Uniwersytecie Aberystwyth w Walii na kierunku Equine Science, czyli użytkowanie i hodowla koni i w 2010 roku uzyskałam stopień Master of Science – odpowiednik tytułu zawodowego – magister – in Equine Science. Wykształcenie zagraniczne uzupełniłam specjalistycznymi kursami związanymi z fizjoterapią koni.  W Polsce  w tym czasie takich możliwości jeszcze nie było. Zdobyte kwalifikacje z zakresu rehabilitacji koni poprzez masaż zaczęłam promować w kraju.

Gdzie właściwie chyba nikt się tym nie zajmował.

To prawda, jeszcze parę lat temu praktyka rehabilitacji koni nie była rozpowszechniona w Polsce, ale od kilku lat powstają szkoły , które kształcą w tym kierunku, a co za tym idzie mamy coraz więcej specjalistów  tej profesji. Warto dodać, że w latach 2012-2013 powstał zawód zoofizjoterapeuty, na potrzeby Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich. Zawód ten dotyczy fizjoterapii zarówno dużych, jaki i małych zwierząt.

Dlaczego w Polsce, w której koń ma znaczenie wręcz symboliczne, nie było tej rehabilitacji a była w Anglii?

U nas rozwija się głównie hodowla konia sportowego. Mamy też liczący się wpływ na hodowlę koni arabskich w świecie. Natomiast w aspekcie użytkowania tych zwierząt, również w kontekście rehabilitacji, jesteśmy na początku. Sądzę, że jest to kwestia zamożności społeczeństwa. Na krajach zachodniej Europie m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, w krajach mocniej rozwiniętych, zoofizjoterapia jest standardem w opiece nad końmi.

soroko_www-1-2
Dr Maria Soroko
fot. archiwum prywatne

Na czym polega zoofizjoterapia?

To jest po prostu fizjoterapia zwierząt oparta o zasady fizjoterapii ludzi, gdzie do zabiegów zalicza się masaż, fizykoterapię i kinezyterapię.

Jest pani drobną kobieta, a koń nie jest wielkości psa czy kota. Jak pani masuje tak duże zwierzę? Taki zabieg przecież często jest bolesny, choć docelowo przynosi ulgę.

Koń, który jest w dyskomforcie, ma napięcia i bolesności, jest bardzo tkliwy na dotyk, dlatego też w zabiegu masażu nie stosuje się  głębokich technik pracy na tkankach miękkich. Działamy tylko na powierzchownych tkankach. Pierwszy zabieg jest zawsze bardziej bolesny dla zwierzęcia, ale wraz z powtarzaniem kolejnych, gdy napięcie się zmniejsza, można zadziałać mocniej na tkankę. Rozluźnienie głębszych warstw przychodzi wraz z zapewnieniem zwierzęciu więcej ruchu i odpowiedniego treningu. 

Kiedy przychodzi do pani chory koń, to staje pani przed nim i mówi „nie zrobię ci krzywdy”? To przecież zwierzę, które wchodzi w relację z człowiekiem.

Wszystko zależy od tego, z jakim koniem mam do czynienia. Konie prywatne jednego właściciela najczęściej są ufne i w miarę spokojne. Niekiedy mam do czynienia z końmi wyścigowymi i te zazwyczaj są bardziej nerwowe i z dystansem reagują na obecność człowieka. Wszystko zależy od bagażu doświadczeń, jakie zwierzę przynosi ze sobą, ale zasada jest jedna: być spokojnym i nie bać się konia oraz stosować zasady bezpieczeństwa pracy.

Po czym pani poznaje, że masaż działa?

Koń zaczyna wolniej oddychać, przymyka oczy, opuszcza głowę. Po prostu jest rozluźniony, a o to przecież chodzi.

Wróćmy do stypendium Fulbrighta. Jedzie pani do Stanów Zjednoczonych z planem konkretnych badań.

Tak, będę prowadzić badania dotyczące termoregulacji zwierząt. Do przeprowadzania badań zastosuję kamerę termowizyjną, która odczytuje promieniowanie podczerwone emitowane z powierzchni ciała. Pozwala to nieinwazyjne zobrazować rozkład temperatury powierzchni ciała na zwierzęciu w zależności od tego, w jakich warunkach środowiskowych przebywa.

soroko_www-1
Kamera termowizyjna pozwala badać zmiany temperatury ciała konia pod wpływem róznych czynników i róznych miejscach
fot. archiwum prywatne


Sprawdza pani jak się zmienia temperatura pod wpływem różnych czynników, czyli na przykład stanu zapalnego, wysiłku?


Zgadza się. Moja praca doktorska dotyczyła wykorzystania termografii do pomiaru temperatury powierzchni ciała koni wyścigowych w długoterminowym treningu. Badania dotyczyły okolicy grzbietu i dystalnych partii kończyn piersiowych, których kontuzje stanowią najczęstszą przyczynę eliminacji konia z czynnego użytkowania treningowego. Grzbiet konia jest bezpośrednio obciążany przez jeźdźca i w związku z tym z obciążeniem dochodzi do zmian temperatury.

Te wzrosty temperatury mogą powodować jakieś stany zapalne?

Tak i w termografii możemy je wykryć, nawet w stanie podklinicznym zapalenia, kiedy zwierzę nie daje widocznych objawów stanu zapalnego ,  ale w miejscu narażanym na kontuje dochodzi do zwiększonego ukrwienia, nie wyczuwalnego za pomocą dłoni. Kamera termowizyjna jest na tyle czułym urządzeniem, że potrafi wykryć zmiany temperatury do 0,1º C. Dzięki temu jesteśmy w stanie wykazać zachodzące w organizmie zwierzęcia zmiany chorobowe zanim się w pełni rozwiną.

Co poradziłaby pani młodym ludziom zastanawiającym się nad tym, czy starać się o stypendia zagraniczne?

Niech się odważą. Rozmawiając ze  studentami mam wrażenie, że to właśnie odwagi brakuje im najbardziej. Kiedy wyjechałam zagranicę na studia, byłam pewna, że dobrze znam angielski. A tymczasem na zajęciach okazało się, że wielu rzeczy nie rozumiem. Początkowo wydawało mi się, że sobie nie poradzę, ale usiadłam, pomyślałam i same sobie powiedziałam „jak to nie dasz rady? Wybrałaś te studia i to jest sprawdzian”. Tamten sprawdzian zdałam, ale wiem, że trzeba zdawać kolejne, i dzięki temu można robić w życiu rzeczy, które dają satysfakcję i którymi można się dzielić z innymi.

kbk