Dr Sue Dyson na UPWr. Od jeździectwa do weterynarii

Dr Sue Dyson, światowej sławy specjalistka z zakresu ortopedii koni, była gościem specjalnym międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez Sassebi Alina Palichleb, Equine Massage i Wydział Biologii i Hodowli Zwierząt UPWr.
27 lutego 2018 roku

Była Pani zawodniczką, więc jak łatwo się domyśleć, najpierw był sport, a dopiero później wybór zawodu lekarza medycyny weterynaryjnej.  Jak bardzo doświadczenie sportowe właśnie wpłynęło na Pani wybór? I czego nauczyło Panią uprawianie sportu, co wykorzystuje Pani w pracy naukowej?

Konno jeździłam już od najmłodszych lat, uprawiałam też wiele sportów. Miałam szczęście, że interesowało mnie wiele przedmiotów akademickich i byłam w miarę zdolna. Przez wiele lat nie miałam pojęcia, jaką obrać ścieżkę kariery, dopiero w ostatniej klasie szkoły średniej zadecydowałam, że chcę być lekarzem weterynarii koni. Chciałam zajmować się tą dziedziną medycyny weterynaryjnej i byłam w tym względzie nieugięta, choć nie wiedziałam, z czym się to wiąże i nie miałam pojęcia, że wówczas bardzo niewiele kobiet pracowało w tym zawodzie.

kulawizny_koni-1-2
Dr Sue Dyson
fot. archiwum prywatne


Obserwowałam wielu dobrych jeźdźców i szczęśliwie udało mi się zakupić kilka młodych koni, które osiągnęły światową klasę w zawodach. Dzięki temu miałam okazję dobrze zrozumieć, jak powinien poruszać się klinicznie zdrowy koń. Dowiedziałam się również wiele o metodach trenowania oraz o psychologii tych zwierząt. Nauczyłam się też podejścia do trudnych koni. Miałam szczęście pracować z dobrymi trenerami i sprzedawcami, więc miałam bardzo bogate zaplecze w zakresie tego, jak różni ludzie podchodzą do zarządzania końmi. Nauczyłam się samodzielnie myśleć, obserwować i podejmować własne decyzje na podstawie wiedzy zaczerpniętej od wielu fachowców. Nauczyłam się rozwiązywać problemy i stosować różne techniki na różnych koniach, by przekonać się, które z nich są skuteczne. Uczestniczyłam w wielu zjazdach, by móc uczyć się od wielu różnych ludzi. Dociekliwość, chęć poznania przyczyn oraz chęć doskonalenia to wszystko elementy, które wciąż wykorzystuję w pracy i które są dla mnie siłą napędową.  

Czy umiejętności jeździeckie pozwalają Pani lepiej badać konie?

Jestem pewna, że moje doświadczenie jeździeckie okazało się kluczowe i to ono pozwala mi lepiej badać konie. Myślę, że mam głęboką świadomość tego, jak wygląda i zachowuje się normalny koń. Jeśli nie wie się, co jest normalne, to trudno ustalić, kiedy pojawiają się delikatne odstępstwa od normy. Umiejętność jeżdżenia konno oraz obserwowania koni rzeczywiście zapewniły mi szczególne rozeznanie. Fakt, że obserwowałam i jeździłam na wielu koniach, które były moimi pacjentami klinicznymi sprawił, że stałam się znacznie lepszą diagnostyczką. Obserwacja konia przed jazdą, podczas jazdy i po jej zakończeniu tworzą to kompendium wiedzy, pozwalające mi lepiej i dokładniej diagnozować te zwierzęta. Pracuję z nimi z tak zwanego poziomu gruntu i mimo że jestem niską kobietą, to radzę sobie z większością z nich.

kulawizny_koni-3
Konferencja „Ocena i dalsze postępowanie w przypadku kulawizn u koni” cieszyła się ogromnym zainteresowaniem
fot. Przemysław Cwynar

Potrafi Pani doskonale diagnozować subtelne i skomplikowane przypadki kulawizn. Czy to lata doświadczeń, czy doświadczeniu pomaga intuicja i zrozumienie zwierząt?


Myślę, że właściwie jestem samoukiem jeśli chodzi o diagnostykę kulawizn, ale nie ma również wątpliwości, że moje doświadczenie jeździeckie zapewniło mi przewagę nad lekarzami, którzy takiego doświadczenia nie mają. Jest to także kwestia doświadczenia połączonego z ciągłą obserwacją, uczeniem się dostrzegania wzorów, rozpoznawaniem, że pewne sposoby poruszania się i zachowania zwierzęcia oznaczają ukryty ból mięśniowo-szkieletowy. Uważam, że należy patrzeć, widzieć i myśleć, i – tak jak powiedziałam wcześniej – kluczowa jest wiedza na temat tego, co u koni danego rodzaju jest normalne, a co nie.
Wierzę, że dogłębna znajomość biologii i zachowania różnych rodzajów koni sportowych jest bezcenna.
Uważam też, że bardzo ważne jest, by słuchać tego, co do powiedzenia mają właściciele koni. Ich obserwacje dotyczące ich własnych zwierząt oraz tego jak zmienia się sposób, w jaki się one poruszają i zachowują, są bardzo ważne.

kulawizny_koni-2
Dr Sue Dyson uprawiała jeździectwo, uczyła się m.in. od Sheili Wilcox
fot. archiwum prywatne

Co wpływa na słabe wyniki sportowe koni?


Istnieje wiele potencjalnych przyczyn słabych wyników, z których większość spowodowana jest bólem. Wywoływać go może jeździec, rząd koński lub ukryty ból mięśniowo-szkieletowy. Rzadko pojawiają ukryte problemy medyczne, takie jak niewydolność oddechowa czy syndrom wrzodowy żołądka. Na wyniki mają również wpływ naturalne, wrodzone umiejętności danego konia. Jeśli koń dobrze radzi sobie w ramach swoich zdolności atletycznych, to jest większa szansa, że poradzi sobie z niegroźnymi, ukrytymi problemami znacznie lepiej niż zwierzę, które ramach swoich warunków obciążane jest do granic możliwości.

Czy nadal uprawia Pani jeździectwo, już dla własnej przyjemności? Ile ma Pani koni?

Nie mam już żadnych koni. Natomiast wciąż jeżdżę na koniach innych ludzi. Uczestniczyłam również w wielu konnych safari w RPA, Botswanie i Kenii – były to wspaniałe wydarzenia. Jako jeździec miałam dużo szczęścia, bo miałam dostęp do światowej klasy zwierząt i uczestniczyłam w zawodach na wysokim szczeblu w Wielkiej Brytanii. Wymagało to ode mnie sporych umiejętności zarządzania czasem rozdzielanym pomiędzy pracę i jazdę konną, często kosztem praktycznie wszystkich innych zajęć.

Kto był Pani mistrzem i sporcie i w medycynie weterynaryjnej?

Pracowałam dla Sheili Wilcox, pierwszej kobiety, która wzięła udział we wszechstronnym konkursie konia wierzchowego i od której nauczyłam się bardzo wiele. Gdy byłam młoda, moim bohaterem w tej dziedzinie był Richard Walker, który w wieku osiemnastu lat po raz pierwszy wygrał Badmintona. W skokach z przeszkodami moim bohaterem z dzieciństwa był David Broome, prawdziwy maestro. Jeśli chodzi o karierę weterynaryjną, to moim pierwszym nauczycielem ortopedii koni był John Hickman, ówczesny pionier w tej dziedzinie. Po ukończeniu studiów miałam szczęście pracować w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznałam wielu inspirujących ludzi, od których wiele się nauczyłam. Byli to między innymi dr Dan Marks, dr Ron Genovese oraz dr Charles Raker. Wszyscy byli doskonałymi obserwatorami koni i mieli ogromny wpływ na innych ludzi. Muszę również wspomnieć o moich trzech koniach-supergwiazdach – McGintym, Kinvarrze i Otterburnie, które tak wiele mnie nauczyły i które podniosły moją pozycję jako zawodniczki. Było to dla mnie – młodej doktor weterynarii koni – bardzo pomocne.
kbk, mf