Człowiek i pies – zespół ratujący życie

Weterynarze UPWr będą leczyć psy GOPR, WOPR i OSP, a ich opiekunowie opowiadają, jak się wybiera i szkoli psy, które ratują ludzkie życie, jak wygląda akcja poszukiwawcza z udziałem psów i dlaczego właściwie zostaje się ratownikiem-ochotnikiem. 
24 stycznia 2018 roku

Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu podjął się opieki weterynaryjnej nad psami ratowniczymi i psem stróżującym Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz nad psami ratowniczymi i psami „na ratowniczej emeryturze” Ochotniczej Straży Pożarnej i Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Specjalistyczne konsultacje, badania diagnostyczne, niezbędne analizy laboratoryjne i leczenie psów będzie bezpłatne, ich właściciele zapłacą jedynie za wykorzystane materiały.

Ratownicy-ochotnicy opowiadają o swoich psach, których nie jest w stanie zastąpić nawet najlepszy sprzęt, akcjach poszukiwawczych, w których biorą udział w dzień i w nocy i o tym, dlaczego w ogóle zostaje się ratownikiem, w czasie wolnym i za darmo.

psi_ratownicy-7
fot. archiwum OSP

– Przy wyborze odpowiedniego psa mniej ważna jest rasa (chociaż oczywiście są takie, które wybiera się znacznie częściej niż inne), a bardziej predyspozycje konkretnego psa do pracy. Weryfikują to egzaminy kwalifikacyjne dla młodych psów, a potem coroczne egzaminy sprawdzające, czy pies nadal jest w formie, nadal może pracować – mówi Jacek Falkenberg, ratownik GOPR, właściciel 7-letniego owczarka niemieckiego o imieniu Rico, z którym wyrusza na akcje poszukiwawcze.

Magdalena Szewczyk-Dzido, ratowniczka WOPR i OSP, właścicielka i przewodniczka dwóch psów-ratowników, Fridy i Sticza, zajmuje się również szkoleniem psów. U 7-tygodniowego szczeniaka sprawdza predyspozycje do pracy – czy w obcym miejscu sam podejdzie do obcego człowieka, czy będzie reagował na wołanie, aportował, podążał za człowiekiem, chciał się bawić, jak reaguje na dźwięki i niespodziewane zjawiska… Psy ratownicze nie mogą być strachliwe, bać się hałasu czy chodzenia po niestabilnych podłożach. Muszą być za to bardzo sprawne fizycznie, wytrwałe i mieć silny popęd łupu – tylko wtedy będą szukały człowieka. W wieku 12 miesięcy psy zdają testy mentalne.

psi_ratownicy-9
fot. archiwum WOPR

 – Nie kładziemy nacisku na posłuszeństwo, wręcz przeciwnie – na samodzielne podejmowanie decyzji. Jeśli posłuszny pies znajdzie pod gruzami człowieka, a my, nie wiedząc o tym, odwołamy go, pies do nas po prostu wróci. Zostawimy człowieka, którego poszliśmy szukać. Na akcji decyduje pies i musi wiedzieć, że ma prawo przejąć inicjatywę, podejmować decyzje, że w tym momencie posłuszeństwo nie obowiązuje. Podczas treningów, kiedy pies jest przy pozorancie, czyli potencjalnym poszukiwanym, ja wsiadam do samochodu i odjeżdżam. A pies ma zostać przy człowieku, którego znalazł – opowiada ratowniczka i dodaje, że nie wykorzystuje do szkolenia psów jedzenia jako nagrody. – Żeby na gruzach pies nie przekierował się z poszukiwań człowieka na rozwaloną lodówkę na przykład. To samo dotyczy ubrań pachnących człowiekiem, pod gruzami może być ciepła pościel, kosz z brudną bielizną, a my za każdym razem podejmowalibyśmy długie i trudne odkopywanie, zamiast szukać dalej. Dlatego nasze psy szukają kompana do zabawy – reagują tylko na zapach ludzkiego oddechu.

psi_ratownicy-1
fot. archiwum GOPR

– Dobrze wyszkolony pies do ratownictwa to przede wszystkim pies pracujący samodzielnie w każdych warunkach. W GOPR przeprowadzamy średnio 200 akcji poszukiwawczych rocznie, z których 90% kończy się sukcesem. W większości uczestniczą psy, które szukają zarówno osób żywych, jak i zwłok. Odnalezienie zaginionej osoby sygnalizują przez oszczekanie miejsca, w którym ją znalazły lub powrót do przewodnika z odpowiednim sygnałem – zazwyczaj jest to mała smycz podwieszona pod szyją, którą pies bierze w pysk, oznajmiając swój sukces. U nas po raz pierwszy psów w górach użyto w 1968 roku w Białym Jarze. Dwa psy z czeskiego pogotowia odnalazły wtedy 9 z 19 ofiar tej największej jak do tej pory katastrofy w polskich górach – wyjaśnia goprowiec i opisuje najważniejsze swoje akcje:

– Na zawsze zapamiętam pierwsze swoje odnalezienie z Rickiem. Akcja poszukiwawcza toczyła się w rejonie Kowar, jak zawsze dołączyliśmy na prośbę policji. Po dwóch godzinach odnaleźliśmy zaginionego – wychłodzonego, leżącego w zaroślach. Emocje, kiedy udaje się odnaleźć kogoś żywego, są nie do opisania. Najtrudniejsze, ze względu na warunki pogodowe, było natomiast poszukiwanie w rejonie Kotła Smogorni w Karkonoszach – widoczność ograniczona do jednego metra – i dla mnie, i dla Ricka wielkie wyzwanie.

psi_ratownicy-8
fot. archiwum OSP

–  W okolicy Zamku Książ w Wałbrzychu zaginęło 4-letnie dziecko. Szukaliśmy go całą noc, ogromne siły i środki zostały w tę akcję włożone. Zawsze kiedy szukamy dziecka, emocje są olbrzymie, a potęgowało je jeszcze nawoływanie mamy, którą policja woziła po lesie. „Wojtusiu, wróć do mamusi” niosło się po całym terenie. Na szczęście chłopiec znalazł się o 8 rano – opowiada Szewczyk-Dzido i przyznaje, że akcje zawsze wiążą się z czyjąś tragedią, więc i dla ratowników nie są łatwe.

Dlaczego więc zostaje się ratownikiem-ochotnikiem? Jacek Falkenberg ma prostą odpowiedź: – U nas się mówi, że ratownikiem się jest, a nie bywa. Zawsze chciałem pomagać ludziom, a dzięki GOPR robię to w górach.Magdalena Szewczyk-Dzido odpowiada natomiast, że tak naprawdę to nie wie. – Czasami śmiejemy się, że jest to jakiś rodzaj masochizmu – bo to zajmuje bardzo dużo prywatnego czasu, energii, pieniędzy, najczęściej telefon dzwoni wieczorem, w nocy, a wielu z nas idzie rano do zwykłej pracy. Często to są rodziny, które zamiast zabrać dziecko na plac zabaw, zabierają je na gruzowisko – na trening z psem. Po części jest to na pewno nasza chęć pracy z psami, które są członkami naszych rodzin. I przynosi naprawdę ogromną satysfakcję – ratowniczka przyznaje też, że ratownictwo to zaraźliwa pasja. – Moja córka miała 14 lat, kiedy dostała swojego pierwszego nowofundlanda i zaczęła pracować w WOPR. Dzisiaj razem jeździmy na akcje – więc jest to też okazja do zaprzyjaźnienia się z własnym dzieckiem. Bo jesteśmy fajną grupą ludzi, która spędza ze sobą mnóstwo czasu. Więc może to jest po prostu sposób życia.

psi_ratownicy-5
fot. archiwum OSP

mj