Wyszukiwarka

Alicja Majewska: – Dlaczego pomagam? Bo tak trzeba

– Jeśli moja popularność może pomóc w czynieniu dobra, to oczywiste, że ją do tego wykorzystuję – mówi Alicja Majewska, tegoroczna gwiazda Koncertu Noworocznego na UPWr.
11 stycznia 2018 roku

Kiedy słyszy Pani słowo „pomaganie”, to co Pani myśli?

Raczej o kim. Myślę o Marcie Gadule, która jest osobą bardzo przez życie doświadczoną, ale której może jako pewną rekompensatę za to dotknięcie los dał uzdolnienia muzyczne. Ładnie śpiewa, jest muzykalna. Znamy się i byłyśmy kiedyś razem w jakimś programie. I ktoś zapytał Martę, dlaczego trzeba pomagać słabszym chorym, biedniejszym od nas. Marta wtedy bez wahania odpowiedziała: „Jak to dlaczego? Bo trzeba”.

majewska2
fot. Marika Eriksson

Bo trzeba?

Tak. Bezpośredniość tej odpowiedzi i jej oczywistość jest na swój sposób obezwładniająca, ale przecież o to w pomaganiu chodzi. Robimy to, bo tak trzeba. I już. Bo trzeba dostrzegać wokół siebie słabszych. Bo trzeba się dzielić tym, co dostaliśmy od losu. Bo trzeba wystrzegać się własnego egoizmu tam, gdzie naprawdę jest nam do niczego niepotrzebny. Dlatego pomagamy chorym, dzieciom, porzuconym psom i kotom.

Często Pani pomaga?

Nie odmawiam. Śpiewam na wielu koncertach charytatywnych, przekonuję, namawiam. Rozmawiamy dwa dni po kolejnym takim koncercie, a przede mną spotkanie we Wrocławiu na Uniwersytecie Przyrodniczym, gdzie dochód z aukcji trafi na konto hospicjum dla dzieci.  To są ważne wydarzenia, potrzebne, a jeśli swoimi piosenkami i jakąś popularnością, którą przez lata pracy zdobyłam, mogę zrobić coś dobrego, to po prostu to robię.

Pani twórczość jest dowodem na to, że Polacy cenią piosenkę, w której muzyce towarzyszy dobry literacki tekst.

I bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza, że na moje koncerty przychodzą nie tylko ludzie z mojego pokolenia, wychowani na takich piosenkach, ale też dużo młodsi. Jak widać, dla wielu z nas ważne są słowa i treść jaką niosą. I nie mają tu znaczenia nasz wiek i doświadczenia, ale wrażliwość i umiejętność refleksji.

I zdolność do odczuwania wzruszeń.

Których nie należy się bać. Przyznam jednak, że mimo tylu lat na scenie, wciąż zaskakuje mnie to, co wiąże się z popularnością artysty. Mam fanów, którzy przyjeżdżają na moje koncerty z różnych stron kraju, również na Dolnym Śląsku. Wśród nich są i tacy, którzy na moich koncertach byli po kilkadziesiąt razy. Niebywałe, bo nie wiem, czy sama bym tak umiała. (śmiech)

Studiowała Pani andragogikę i chyba w jakimś sensie została w zawodzie.

Nie zajmuję się edukacją dorosłych od lat.

majewska1
Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz
fot. materiały prasowe

Piosenkami też nas Pani nie edukuje?

Nie myślałam o tym w taki sposób. Wybór studiów był pragmatyczny. Jako dziecko uczyłam się gry na fortepianie u organisty, ale kiedy pan Janicki wyjechał z Olbierzowic, gdzie wtedy mieszkaliśmy, lekcje się skończyły. Wtedy moja ciocia z Wrocławia wpadła na pomysł, że powinnam pójść do szkoły muzycznej. Pojechałam do niej, ale okazało się, że na naukę gry na instrumencie jest już za późno. Nie zostałam więc wybitną instrumentalistką.

Ale muzyki Pani nie porzuciła.

Bo to jest całe moje życie. I jeśli mogę się nim dzielić z innymi, cóż chcieć więcej.

kbk