Z Francji na studia na UPWr

Kiedy Safoura przyjechała do Polski nie znała języka, ale wiedziała, że chce studiować weterynarię. Po 3 latach nie tylko mówi płynnie po polsku, ale i jest jedną z najlepszych na roku, wiceprzewodniczącą wydziałowego samorządu.
28 listopada 2016 roku

– Początki były trudne, nie znałam języka, a mój wygląd i religia wywołują na ulicy różne reakcje. Bałam się, że ludzie będą mnie tu nienawidzić. Na szczęście później poszłam na studia i spotkałam mnóstwo fantastycznych ludzi, i studentów, i wykładowców – opowiada Safoura Reza, która na wrocławską weterynarię przyjechała z Lyonu we Francji, ale której rodzice pochodzą z Afganistanu. – Kiedy jesteś w nowym, obcym miejscu, wsiadasz do tramwaju, a ludzie na ciebie patrzą i mówią „terrorysta”, to wydaje ci się, że wszyscy są tacy, wszyscy tak myślą. Ale na uczelni spotkałam tylko wspaniałych ludzi i dzięki temu wiem, że Polska taka nie jest, to tylko jednostki. Teraz już nawet nie zwracam uwagi na komentarze na ulicy – tłumaczy i wspomina, jak na rozmowę rekrutacyjną musiała przyjść z mężem, który udzielał za nią odpowiedzi, bo ona nie znała języka.

waz
fot. Tomasz Lewandowski

– Mój mąż pochodzi z Afganistanu, przyjechał do Wrocławia studiować medycynę, a kiedy wszyscy jego znajomi wyjeżdżali z akademików na święta, on przyjeżdżał do nas do Francji. W końcu to zdecydowanie bliżej niż do Afganistanu, a nasi ojcowie się znają i przyjaźnią, bardzo dobrze znał już wcześniej również moich starszych braci – opowiada Safoura, która po tym, jak okazało się, że mąż nie może robić specjalizacji z pediatrii we Francji, postanowiła przyjechać do Polski. A kiedy okazało się, że jest we Wrocławiu uczelnia, na której można studiować weterynarię, nie miała już żadnych wątpliwości: – We Francji trudniej się dostać na weterynarię niż na medycynę, więc prawdę mówiąc, nawet nie spróbowałam. A uwielbiam zwierzęta, wszystkie. Jak mamy zajęcia z krowami, myślę że w przyszłości będę się zajmować krowami, jak z owcami jestem przekonana, że chcę pracować z owcami, z końmi to samo – śmieje się studentka i dodaje, że jeśli będzie taka możliwość, chciałaby zrobić również doktorat, bo uwielbia pracę w laboratoriach. W szczególności interesują ją nowotwory.

Od początku studiów Safoura jest członkiem SKN Medyków Weterynaryjnych „Chiron” i to razem z kołem zaczynała działać na uczelni: brała udział w Dniu Aktywności Studenckiej czy Studenckiej Szalonej Nocy Naukowej. Gdy samorząd studentów rekrutował do komisji senackich, zgłosiła się do tej, poświęconej jakości kształcenia. A gdy na wydziale były wybory do samorządu została wiceprzewodniczącą. Po trzech latach spędzonych w Polsce mówi płynnie po polsku i jest jedną z najlepszych studentek na roku.

safoura_z_psem
fot. archiwum prywatne

– Do końca życia będę pamiętała, jak wróciłam do domu po pierwszych zajęciach i płakałam. Nie zrozumiałam z nich zupełnie nic, a studenci naokoło mnie cały czas notowali, kartka za kartką. Później reszta uczyła się do kartkówki 15 minut przed zajęciami, a ja trzy godziny. Więc ja się po prostu musiałam nauczyć polskiego – Safoura przyznaje też, że wielkim wsparciem okazali się prowadzący zajęcia, którzy pytali, jak jej pomóc, czy woli zdawać egzaminy ustnie czy pisemnie, a w razie potrzeby także tłumaczyli niezrozumiałe kwestie. – To mnie dodatkowo zmotywowało, uczyłam się dużo więcej, żeby mówić coraz lepiej i ich nie zawieść. Choć nie obyło się bez językowych wpadek – raz ktoś mnie spytał, czy w mojej kulturze jemy koty (swoją drogą, dziwne pytanie), a ja zamiast „jemy” usłyszałam „mamy”, więc z wielkim zaangażowaniem tłumaczyłam całej grupie, że oczywiście, że tak.

mj